poniedziałek, 4 marca 2013

Starcie u stóp Samotnej Skały - recenzja




Po bardzo przyjemnej przygodzie, jaką było „Polowanie na Golluma”, nabyłam kolejny odcinek „Cieni Mrocznej Puszczy” dość szybko. Tym razem było to „Starcie u Stóp Samotnej Skały”. Podążając za Gollumem, drużyna dociera w okolice Samotnej Skały, gdzie pojawiła się zgraja trolli. Naszym zadaniem będzie poradzić sobie z nimi. Już teraz zapowiadam, że nie będzie to prosta rzecz. „Starcie…” jest jedną z trudniejszych i bardziej podstępnych przygód, z jakimi miałam do czynienia w tej grze.

Zacznijmy od zawartości pudełka. Składa się na nią łącznie sześćdziesiąt kart. Nowym bohaterem jest Frodo Baggins, przyporządkowany sferze Ducha. Jego statystyki są raczej niskie, wytrzymałość zatrważająco wręcz mała (2), ale rekompensuje to świetna zdolność specjalna, pozwalająca zamieniać obrażenia w punkty grozy. Tym sposobem słabiutki Frodo może stać się główną „tarczą” drużyny. Nastepnie otrzymujemy trzy karty „Pieśń Mądrości” – kolejne  z serii kart „szarych”, pozwalające pozyskiwać zasoby innych rodzajów. Te dodają zasoby ze sfery Wiedzy.

Dwadzieścia cztery karty to nowe karty dla poszczególnych talii – każda otrzymuje dwie karty po trzy sztyki każdej. Sfera Wiedzy otrzymuje bardzo dobrą „Płonącą Gałąź”, anulującą efekty cienia. „Długobrody Kartograf” jest raczej słabym sprzymierzeńcem. Sfera taktyki dostaje dość przeciętnego  „Beoringa Pszczelarza” i przydatny dodatek „Urodzony w Chmurach”, pozwalający cofnąć sprzymierzeńca, do którego dołączono ów dodatek, na rękę. Od razu przyszło mi do głowy, co można robić tą kartą w połączeniu z np. Gandalfem, tym bardziej, że „Urodzony…” ma zerowy koszt. Sfera Ducha została potraktowana niezbyt dobrze – przeciętny sprzymierzeniec „Eomund” i także średnio przydatna karta „Nie jestem obcoplemieńcem”, dodająca postaci cechę „Rohan”. Ci, którzy grają sferą Przywództwa będą się cieszyć z dobrego „Ostrzeżenia Dunedainów”, podnoszącego o 1 obronę. „Drugie Śniadanie” już tak przydatne nie jest.

Wyprawa składa się z dwóch kart. Pierwsza, „Misja Grimbeorna” to przygotowanie, zaś druga – „Przeciw Trollom”, to mordercza walka z czterema silnymi trollami, które wchodzą do walki na raz. Każdy ma jakąś wredną zdolność specjalna. Sprawia to, że zbyt osłabiona poprzednimi starciami drużyna można zostać przez nie zmieciona błyskawicznie. Jakby tego było mało, do gry włączono 4 karty „Pochwycony”. Używa się po jednej na każdego gracza, ale podczas walk z trollami może pojawić się ich więcej. Postać, do której zostaje przydzielona karta „Pochwycony”, nie może robić dosłownie nic. Wśród kart wyprawy znajduje się także „Grimbeorn Stary”, który dołączy do drużyny po umieszczeniu na nim co najmniej 8 punktów zasobów. To bardzo mocny sprzymierzeniec, wydaje mi się właściwie niezbędny, aby móc z powodzeniem zakończyć tę przygodę. Podczas moich rozgrywek, tylko w towarzystwie Grimbeorna udawało mi się czasem wygrać, choć i tak nigdy nie było to proste.

Talia spotkań składa się z trzech zestawów. Dwa z nich to pochodzące z podstawki „Dzikie Krainy” i „Podróż w dół Anduiny”, trzeci to właśnie „Starcie  u stóp Samotnej Skały”. Wśród nowych kart jest tylko jeden przeciwnik – „Błotna Żmija”. Niestety, wystarczy jedno zadane przez nią obrażenie, by postać zginęła. Gdy brak nam sprzymierzeńców do poświęcenia, Żmija może się okazać wyjątkowo nieprzyjemnym przeciwnikiem. Reszta kart nie należy na szczęście do jakoś szczególnie szkodliwych. Głównym zagrożeniem w tej przygodzie są dla nas cztery finałowe trolle i to nieszczęsne „Pochwycony”.

Oceniając „Starcie u stóp Samotnej Skały”, mogę powiedzieć, że jest to przygoda, która w wersji jednoosobowej na pewno sprawi sporo trudności, szczególnie pod koniec, dlatego bardziej naddaje się ona dla tych, którzy we „Władcę Pierścieni” grają w wariancie dwuosobowym. Zbyt łatwo tutaj w finale wpaść w sytuację, z której jedna drużyna nie będzie w stanie pomyślnie wybrnąć. Da się to zrobić, ale z mojego doświadczenia mogę powiedzieć, że jednak szkoda nerwów. Dlatego polecam „Starcie…” przede wszystkim do gry dwuosobowej.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz