niedziela, 1 grudnia 2013

7 Dni Westerplatte - recenzja


Gry wojenne, szczególnie te historyczne, to nie moje hobby, więc kiedy pożyczyłam tę grę, pomyślałam, że przeczytam, zagram raz czy dwa razy i oddam znajomemu, po czym zapomnę o niej na dobre. Tymczasem okazało się, że ta najnowsza polska produkcja wciągnęła mnie naprawdę mocno i sprawiła, że przeżyłam kilka bardzo emocjonujących rozgrywek.

O czym opowiada "7 Dni Westerplatte"? Oczywiście, o obronie tej placówki przed ciągłymi, niemieckimi atakami. Autor na wstępie już zaznacza, że nie jest to symulacja historyczna, bo tutaj atak trwa cały czas, a w historii miał miejsce tylko jeden szturm na Westerplatte. Ale może i dobrze, że gra nie trzyma się szczegółowo historii, bo wtedy byłaby nudna? Za to w wersji planszowej bitwa o Westerplatte trwały przez całe siedem dni, nie dając graczom chwili wytchnienia.



Mechanika rozgrywki jest bardzo prosta. Sama unikam gier wojennych m.in. dlatego, że zwykle są one bardzo skomplikowane, jeśli chodzi o przepisy. W tej grze instrukcja jest krótka, prosta i klarowna. Gracze obejmują kontrolę nad polskimi dowódcami i posługując się przydzielonymi im zapasami, starają się utrzymać Westerplatte w swoich rękach. Niemieckie oddziały, symbolizowane przez karty, przesuwają się po planszy, osłabiając atakami linię obrony Westerplatte, symbolizowaną przez cegiełki muru. Jak się przez nią przebiją, to koniec...

Gra toczy się bardzo szybko, tylko początek jest trochę leniwy i może się wydawać prosty, ale to złudzenie, bo gdzieś tak już drugiego-trzeciego dnia walk gra nabiera ostrego przyspieszenia, a pod koniec gracz się często już tylko modli o to, żeby jednak udało się utrzymać obronę do ostatniej tury. Z jednej strony gra jest liniowa, ale przez to, że karty ataków są losowane, nigdy nie wiemy, co na nas nagle spadnie i z jakiego kierunku. Mechanika "7 Dni Westerplatte" jest w ogóle bardzo dobra to wszelkiego rodzaju gier, w których gracz musi coś powstrzymać i myślę, że naddaje się do wykorzystania w innych grach.

Jako gra dla jednego gracza "7 Dni Westerplatte" sprawdza się bardzo dobrze. Można w to grać i we czterech, ale solowa rozgrywka dostarcza niewiele mniejszych emocji. Gracze mają w końcu wspólny cel, nie ma tu wariantów z rywalizacją, wygraniem kosztem innych. Wygrywają albo wszyscy, albo nikt, jak w np. "Arkham Horror".

Zaskoczyło mnie, że znany wszystkim "Schelzwig-Holestein", główny bohater okładki do tej gry jest w samej grze właściwie nieobecny. W grze bombarduje nas artyleria, lotnictwo, ale okręty niemieckie właściwie siedzą cicho. Może to dobrze, ale wygląda dziwnie w połączeniu z okładką gry. 

Gra ma trzy warianty trudności, co muszę pochwalić, bo gdy pierwszy raz próbowałam od razu zagrać na najtrudniejszym, to przegrałam sromotnie już czwartego dnia. Mimo, że nie ma w niej kostek, jest tu całkiem sporo losowości - w sam raz, żeby nie nudzić się tym samym. Jest też na tyle dużo rzeczy oddanych pod kontrolę gracza, żeby nie miał on wrażenia, iż nad niczym nie panuje. Równowaga między losowością a przyjemnością dowodzenia została dobrze wykonana.

Plansza na początku wydawała mi się bura i nieciekawa, ale jednak całkiem dobrze się sprawdza i pasuje do konwencji historycznej. Dużo tutaj drewna - z niego wykonano figurki symbolizujące graczy, elementy muru, pociski itd. Przypomina to trochę "Stronghold", na początku rozgrywki jest także trochę układania. Ładnie i przejrzyście wykonano karty oddziałów niemieckich z dużymi, czytelnymi symbolami. Nawet z drugiej strony planszy widać wyraźnie, co na nich jest.Pudełko jest duże i po wyjęciu wszystkiego świeci pustkami. Rozwiązano to jednak ciekawie, załączając do gry ramkę, która po włożeniu do pudełka sprawia, że jest ono podzielone na sektory, w których można przechowywać osobno elementy. Uważam jednak, że gra mogłaby być nieco mniejsza i pewnie przez to ze 20-40 zł tańsza. Bo niestety jedną z jej większych wad jest wysoka cena. Wydaje mi się, że wpływa na nią tez dołączony do gry komiks, który zwiększa cenę o kolejne 20 zł.

Drugą wadą jest to, że właściwie nie widzę możliwości rozbudowy gry. Dobra gra zwykle ma coś, co pozwala tworzyć dodatki, wydłużać czas rozgrywki, wzbogacać ją o nowe elementy. W przypadku tej gry nie widzę niestety za bardzo takich możliwości, poza wykorzystaniem mechaniki do przedstawienia innych bitew.

Ta gra była dla mnie bardzo przyjemną niespodzianką. Nie sądziłam, że gra wojenna da mi tyle zabawy, do tego stopnia, że teraz sama rozważam opcję jej zakupu (gdyby nie cena, to już bym ją kupiła). Ma prawie wszystkie zalety dobrej gry solowej - poza właściwie niewielkim polem do rozbudowy gry.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz